Advertisement
Sklep
straz
Advertisement
 
Początek 1.2

Przerażający ryk dwóch silników samolotu transportowego i prawie kompletne ciemności, przerywane tylko słabym zielonym światłem lamp sygnalizacyjnych, zmuszały do refleksji.  Nikt się nie odzywał, napięcie było prawie namacalne, tak, że kiepsko naostrzony nóż prawdopodobnie by zawisł w powietrzu.

Tylko, ze nienaostrzonego noża nie było nigdy w drużynie. Nerwowość można było zaobserwować w zachowaniu Vietnama, do znudzenia powoli i ze skupieniem, jakby był na pikniku u babci, ostrzył swój taktyczny nóż. Robił to z takim spokojem, jakby zaraz miał kroić nim kiełbaski na grilla. Nieznajomy zobaczyłby tylko spokój w jego oczach jednak Patton wiedział, że to  adrenalina osiąga właśnie maksymalny poziom. Przez ryk silników, prawie słyszał skrobot osełki o ostrze noża. Myślami dotykał krawędzi noża i czuł jak jego myśli rozpadają się na pół jak jedwabna szarfa na samurajskim mieczu. Dosyć tego, dosyć – próbował myśleć o czymś innym, jednak jego myśli krążyły tylko wokół jego ludzi, z którymi siedział w tej latającej puszce.

Wczorajszego wieczora w jego pustym mieszkaniu, nie mógł zasnąć przed misją – tyle razy już był pod gradem kul, jednak nie myślał o sobie tylko o listach wysyłanych do rodzin. Te listy śniły mu się już dawno, co noc, a wczorajszej nocy znów powróciły. Tylko stara dobra przyjaciółka, butelka taniej whisky pomogła przyłożyć głowę, chociaż na chwile, przecież jutro prawdopodobnie nie będzie mógł spać a zmęczenie to największy wróg wojownika.

Wszystko się nagle rozmazało, rzeczywistość powróciła z mocnym czerwonym światłem oznaczającym strefę zrzutu. Nagle poczuł, że przestają mu się trząść ręce, znak, że się uspokaja. Wiedział, że zaraz się zacznie - smak krwi i zapach potu pomieszanego z błotem - Za chwilę wszystko inne straci sens i tylko jedno się będzie liczyć, człowiek po jego prawej i człowiek po jego lewej, no i ta tania whisky pita po akcji.

Oby znowu w tym samym gronie…

 
   
Copyright by HaDeS Paintball Team | designed by Patton